Huzia na rząd! Wszyscy są zawsze w opozycji i rząd zawsze winien. Po obaleniu Perona idylla wywaliła się na ulice — radość i rozczulenie ze sztandarami. Ale to trwało tydzień. Po tygodniu powstało 20 dzienników opozycyjnych z olbrzymimi tytułami: RZĄD ZDRADY, NOWA TYRANIA, GODNOŚĆ LUB ŚMIERĆ, DOŚĆ HAŃBY. Po trzech miesiącach biedny generał Aramburu, prezydent, nie miał chyba ani 10% wyznawców (dopiero gdy ustąpił orzekli, że to był jednak porządny człowiek).
Gdy potem Frondizi został wybrany przygniatającą większością, znów radość — i znowu po paru miesiącach: „zdrajca”, „sprzedawczyk”, „tyran”… To były najdelikatniejsze komplementy…
Witold Gombrowicz Dzienniki (1957-61), t. II, Wydawnictwo Literackie 2004
---
Kiedyś oglądałem animowane żarty Włochów, którzy uważali, że u nich po wyborach nagle wszyscy są prorządowi, nawet wczorajsi krytycy z kampanii wyborczej. Wydawało mi się, że to odwrotnie niż u nas, że u nas jest tak, jak to opisuje Witold Gombrowicz dla polityki argentyńskiej. I nadal tak mi się wydaje, choć czuję się zobowiązany przypominać i Czytelnikom, i sobie, że po wyborach jednak badania opinii publicznej regularnie pokazują, że zwycięzcom notowania się podnoszą.
PS.
To wcale nie jest o ACTA i o reakcjach na nie. Po prostu wciąż Gombrowicza czytam (z tego się miesiące robią, ale gdy z czasem na lekturę jest różnie, to tak już bywa) i notuję, w miarę na bieżąco.
Co zaś się ACTA tyczy -- oczywistą oczywistością jest to, że dominujące głosy (zwolenników i przeciwników) są gdzieś pojęciowo za dwadzieścia lat w tyle za rzeczywistością. Ale to też oznacza, że rzeczywistość wyrazić trudno. I wcale do jej wyrażania to nie zachęca.
Chętnych do jazdy w orszaku Hitlera było tymczasem ponad dwudziestu partyjnych notabli, którzy ani myśleli ustąpić jakiemuś marnemu pułkownikowi. Dwa czołgi, którym Rommel polecił zablokować ulicę, przekonały ich do zmiany zdania. Tego dnia Rommel po raz pierwszy w swojej karierze użył pojazdów pancernych. Wieczorem odebrał od Hitlera gratulacje.
Terry Brighton Gry wojenne (Patton, Monty i Rommel) tłum. Anna Sak, Znak 2011
---
(Mam nadzieję, że cytat odpowiada prawdzie, to znaczy Terry Brighton napisał prawdę, a tłumaczka wykonała dobrą robotę. Nie mam, jak dotąd, powodów do krytyki Terry'ego Brightona. Ale tłumaczkę parę razy na głupich błędach (jak zrobienie z Boulogne-sur-Mer Bolonii...) przyłapałem...)
Łatwo dostrzec, że te dwa pojęcia — naród i Bóg — nie dadzą się całkowicie ze sobą pogodzić, a w każdym razie nie nadają się do tego, aby je szeregować jedno obok drugiego. Bóg — to moralność absolutna, a naród to grupa ludzka o określonych dążeniach, walcząca o byt… Musimy więc zdecydować, czy najwyższą naszą racją jest nasze poczucie moralne, czy też interesy naszej grupy. Otóż pewne jest, że zarówno u Mickiewicza, jak u Sienkiewicza, Bóg podporządkowany jest narodowi i cnota była dla nich przede wszystkim narzędziem walki o zbiorową egzystencję.
Witold Gombrowicz, Sienkiewicz w Dzienniki (1953-56), t. I, Wydawnictwo Literackie 2004
Spacerowałem po alei eukaliptusowej gdy wtem zza drzewa wylazła krowa.
Przystanąłem i spojrzeliśmy sobie oko w oko.
Jej krowiość zaskoczyła do tego stopnia mą ludzkość — ten moment, w którym spojrzenia nasze się spotkały, był tak napięty — że stropiłem się jako człowiek, to jest w moim ludzkim gatunku. Uczucie dziwne i bodaj po raz pierwszy przeze mnie doznane — ten wstyd człowieczy wobec zwierzęcia. Pozwoliłem żeby ona spojrzała na mnie i zobaczyła mnie — to nas zrównało — wskutek tego stałem się także zwierzęciem — ale dziwnym, powiedziałbym nawet, niedozwolonym. Poszedłem dalej podejmując przerwany spacer, ale poczułem się nieswojo… w naturze, która osaczała mnie zewsząd i jakby… oglądała mnie.
Witold Gombrowicz Dzienniki (1957-61), t. II, Wydawnictwo Literackie 2004
Żłobek jest, jak mniemam, skrzynią z klejnotami,
Bo w niej Jezus leży, mój najdroższy kamień.
Angelus Silesius, Cherubinowy wędrowiec, Księga 3, 246, tłum. Andrzej Lam, Dom Wydawniczy Elipsa 2003
Żeby zarówno ten, kto udziela ćwiczeń, jak ten, kto je odprawia, mogli sobie wzajemnie pomóc i osiągnąć korzyści, trzeba założyć, że każdy dobry chrześcijanin powinien chętniej ocalić zdanie bliźniego niż je potępić. A jeżeli nie może go uratować, to pyta, jak on je rozumie, a jeżeli rozumie źle, poprawia go z miłością. Jeżeli to nie wystarczy, poszukuje wszelkich środków stosownych, żeby tamten dobrze je zrozumiał i ocalił samego siebie.
Św. Ignacy Loyola „Ćwiczenia duchowe”
Kiedy będzie miał osiemdziesiąt lat, spytam jego amerykańską sekretarkę, czy mogę mu zadać jakieś pytania. -- Tak -- odpowiada. -- Najlepiej, aby pytanie było jedno i aby było ważne.
Piszę e-mail: "Szanowny Panie Bata, jak żyć?".
"Trzeba porządnie się uczyć -- odpowiada pan Tomik. -- Spoglądać wokół siebie otwartymi oczyma. Błędów nie powtarzać i wyciągać z nich wnioski. Uczciwie pracować i widzieć nie tylko swój własny zysk. Nie jest to chyba takie trudne?"
Mariusz Szczygieł Gottland, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010
Powietrze wolności zostało nam dane abyśmy przystąpili do rozprawy z wrogiem bardziej dręczącym niż dotychczasowi ciemiężcy — z sobą. Po zmaganiach z Rosją, z Niemcami, czekał nas bój z Polską. Nic dziwnego zatem, że niepodległość okazała się cięższa i bardziej upokarzająca od niewoli. Póki byliśmy pochłonięci buntem przeciwko obcej przemocy, pytania: kim jesteśmy? co mamy z siebie zrobić? jak gdyby zasnęły — ale niepodległość zbudziła śpiącą w nas zagadkę.
Witold Gombrowicz Dzienniki (1953-56), t. I, Wydawnictwo Literackie 2004
Theodore Stephanides opisał spotkanie z Kreteńczykiem podczas pierwszej wojny światowej — rozmówca doktora z dumą podawał, że jego zawodem jest zbójectwo. Zapytany, jaka jest różnica między złodziejem a zbójcą, człowiek ten odpowiedział, że jeżeli złodziej znajdzie na ziemi portfel pełen pieniędzy, weźmie go. Zbójca najpierw zwróci portfel właścicielowi, a następnie odbierze go, stoczywszy z nim walkę wręcz.
Antony Beevor Kreta. Podbój i upór, tłum. Mirosław Bielewicz, Znak 2011
Pewnym kontrastem, zapewne tylko dla nas, wobec rozrywkowego charakteru imprez były buddyjskie ołtarze przeniesione ze świątyń. Należy je chyba traktować jako czysto zewnętrzne znamiona funkcji sakralnych, z jakimi łączyła się herbata w kręgu zen. Wówczas, gdy w XVI wieku rytuał zastąpił zabawę, obecność buddyjskich świętych stała się zbędna, gdyż istotą były teraz przeżycia duchowe uczestników.
Przemysław Trzeciak Powieki Bodhidharmy (sztuka herbaty dawnych Chin i Japonii), Pracownia Wydawnicza Andrzej Zabrowarny, 2009