Zdrada

Dodano 27/06/2013, w cytat, historia, przez autor

Trzeba jednak zwrócić uwagę, że nasza ocena ich [PAK: zachodnich aliantów] działań lotniczych została ukształtowana przez wieloletnia propagandę. Niemal wszystkim zależało na tym, aby udowodnić, że Polska została zdradzona. Było to wygodne dla rządów we Francji i Wielkiej Brytanii; i marszałek Philippe Petain, i generał Charles de Gaulle zbudowali swoją władzę na krytyce francuskiej administracjo wojennej 1939 roku. Także w Londynie Winston Churchill chciał zaprezentować się społeczeństwu jako agresywny “jastrząb”, a mógł to uczynić łatwo, poprzez porównanie się do swojego poprzednika Chamberlaina, rzekomo odpowiedzialnego za politykę ustępstw i “miękkiego” prowadzenia wojny. Również Polakom było wygodnie zostać ofiarami domniemanej zdrady sojuszników. Nie należy też zapominać o tym, że Związek Sowiecki uzasadniał podbicie Polski — i innych państw Europy — bezczynnością aliantów. I wpajał tę “prawdę” obywatelom podbitych krajów, także — a może przede wszystkim — Polakom.

Tymoteusz Pawłowski, Dziwna wojna? Bomber Command 1939, Lotnictwo, 9/2012.

Zatroszczył się o mnie blog.pl, zmartwiony że nie piszę. Nikt inny się nie martwił, ale blog.pl ma mój mejl. I nie waha się go użyć… Notuję więc w samoobronie, licząc, że przynajmniej Torlina ten cytat zainteresuje.

Ale cytat wymaga komentarza — Tymoteusz Pawłowski pisze, że Bomber Command zrobiło niewiele, ale też za tym ‚niewiele’ stało wiele przyczyn, od słabości samej formacji, poprzez leki prawne, na koncentracji na własnej obronie skończywszy.

Tu i ówdzie można z tym polemizować, ale zasadnicza teza jest słuszna — Francja i Wielka Brytania nie były przygotowane do przeprowadzenia skutecznej pomocy we wrześniu 1939 roku. (Defensywna strategia, objawiająca się organizacją armii, typami uzbrojenia, oraz mentalnością generałów i cywilów.)

To jednak uwaga banalna. Bo ciekawsze jest, dlaczego jesteśmy ogólnie przekonani o ‚zdradzie’. Sam przebieg wojny 1939 roku i szokująca klęska uderzyła tak samo w rząd, jak i w aliantów, wywołując gorzkie krytyki. Ale o krytyce sanacji dzisiaj już nie bardzo wypada mówić. (A przynajmniej mówienie o jego niekompetencji wywołuje ostre polemiki.) A ‚zdrada’ dokonana przez Wielką Brytanię i (zwłaszcza) Francję, jest powszechnie przyjmowanym ‚faktem’… Nie wygląda to więc na utrzymujący się efekt szoku…

Ale, jak i z tezą o braku gotowości do pomocy Polsce, muszę spierać się w szczegółach. Petain? Możliwe, ale czy francuska wewnętrzna krytyka rządu republikańskiego znalazła echo w Polsce? De Gaulle? Podobnie, choć tu już łatwiej krytyka mogła dotrzeć do Polski i oddziaływać na społeczeństwo. Churchill? Ten mógłby oddziaływać, ale Churchill (przynajmniej po wojnie) wyrażał się o swoim poprzedniku z wielką atencją, wskazując na potrzebny dla przygotowania Wielkiej Brytanii czas, jak i wskazując na upór i konsekwencję Chamberlaina, po złamaniu przez Hitlera postanowień układu z Monachium. Związek Sowiecki? Jak najbardziej, ale dla mnie oczywistszy jest inny cel — wskazania na skuteczność sojuszu z ZSRR, w opozycji do szukania oparcia w „zdradzieckim Zachodzie”. O ile polskie doszukiwanie się zdrady było naturalne, to poważnie bym się zastanowił, czy nie było tu też propagandy USA. W końcu wiara w sojusz z twardym, wojowniczym USA, w przeciwieństwie do zgniłych demokracji Europy Zachodniej, świetnie funkcjonuje jako dodatek do mitu o zdradzie.

Co notuję, by blog.pl nie poczuł się zdradzony.

 

12 Responses to Zdrada

  1. ~lucretius pisze:

    Czy Anglia i Francja „zdradziły” kogoś w 1939 roku? To oczywiście zależy w dużym stopniu od znaczenia jakie nada się słowu „zdrada”. Wydaje mi się że opinia o tej sprawie którą cytuję poniżej jest raczej obiektywna jako że pochodzi z zupełnie innej strony niż te o których piszesz powyżej, strony która, moim zdaniem, nie miała akurat w tej sprawie (miał w innych) specjalnych powodów do lansowanie wygodnej dla siebie tezy. Opinia pochodzi z książk (pamiętników)i feldmarszałka Ericha von Mansteina „Stracone Zwycięstwa”. Von Manstein, uważany powszechnie za najlepszego niemieckiego dowódcę w II wojnie światowej, był szefem sztabu Grupy Armii Południe w kampanii wrześniowej . Istnieje polskie tłumaczenie pamiętników ale zacytuję angielskie, które jest znacznie dokładniejsze.

    From the very first day Poland could only fight for time. All she could do was to hold out against German attacks – ultimately behind the river line – until an Allied offensive in the west compelled the Germans to pull back. It should therefore have been incumbent on the Polish military leaders to tell their Government quite bluntly that they could not go to war against the Reich without a binding guarantee from the Western Powers that the moment hostilities broke out they would launch an offensive in the west with all the resources at their disposal.

    No Government could have disregarded such a warning in view of the decisive influence wielded at the time by the Polish Commander-in-Chief, Marshal Rydz-Smigly. The Government ought to have come to terms on the Danzig and Corridor question while there was still time, if only to postpone a war with Germany.

    In 1940 our troops in France captured a letter, dated 10th September 1939, from General Gamelin to the Polish military attache in Paris. It was obviously a reply to an inquiry from the Poles as to when they could expect any effective military assistance. The comments made by Gamelin for onward transmission to Marshal Rydz-Smigly were as follows:

    ‚More than half our regular divisions in the north-east are in action. Since we crossed the frontier the Germans have been resisting energetically, despite which we have made some headway. However, we are tied down in a static war with an enemy well prepared for defence, and I have not yet all the necessary artillery. . . . There has been aerial warfare from the outset in conjunction with the operations on the ground, and we are conscious of having a considerable part of the Luftwaffe opposite us.
    ‚I have thus fulfilled in advance my promise to start the offensive with my main forces a fortnight after the first day of the French mobilisation. It was impossible for me to do more.’

    It follows from this that Poland did in fact have a guarantee from the French in her possession. The only question is whether the Polish High Command should have been satisfied with one which did not commit the French to ‚start the offensive’ till a whole fortnight had elapsed. In any case, events have since shown that the above promise was meant to imply anything but swift and effective aid to Poland.

    Poland’s defeat was the inevitable outcome of the Warsaw Government’s illusions about the action its allies would take, as well as of its over-estimation of the Polish Army’s ability to offer lengthy resistance.

    Można oczywiście dyskutować nad tym czy list Gamelina jest dowodem „zdrady”. Był na pewno co najmniej poważnym i świadomym wprowadzeniem w błąd sojusznika czyli postępowaniem mało szlachetnym.

    Jeszcze kilka słów na temat „krytyki sanacji”. Pozwolę sobie jeszcze raz zacytować von Mansteina:

    Apart from Marshal Pilsudski and one or two sober-minded politicians, probably no one in Poland ever quite realized in what a dangerous situation the country had landed itself by enforcing its unjustified territorial demands on the neighbouring States of Russia and Germany. Yet this same Poland numbered only 35 million inhabitants, of whom a mere 22 million were of Polish nationality, the rest belonging to the German, Ukrainian, White Russian and Jewish minorities, all of which had been oppressed to one degree or another.

    W tym stwierdzeniu można widzieć pewną tendencyjność („unjustified territorial demands”) ale, nie ma wątpliwości że w zasadzie, von Manstein ma rację: źródeł katastrofy wrześniowej należy szukać w „wielkim triumfie polskiej dyplomacji” w Wersalu. Tego osiągnięcia nie da się zapisać na konto sanacji. Jedyna szansa dla Polski po 1920 roku leżała w utrzymaniu się Republiki Weimarskiej. Oczywiście Polska sama nie mogła tego zapewnić ale to właśnie powinno było być głównym celem polskiej dyplomacji. Niewątpliwe jest także że wymagałoby to kompromisu terytorialnego na Zachodzie. Zauważ w wypowiedzi Mansteina przekonanie o wyjątkowym „zrozumieniu” tego problemu przez Piłsudskiego. Pojawia się ono nie tylko w wypowiedziach innych generałów i polityków niemieckich ale także przeciwników politycznych Piłsudskiego w Polsce. Piłsudskiego podejrzewano o niechęć do „rozszerzania” Polski na Zachód, zarzucano mu brak wsparcia powstań śląskich itp. Piłsudski był bardzo nie popularny na ziemiach „odzyskanych” od Niemiec – pisze o tym wyraźnie jego wielbiciel Cat-Mackiewicz. A z drugiej strony von Manstein pisze tak (chodzi o okres przed dojściem Hitlera do władzy):

    Yet although we had no wish to fight an aggressive war, we could hardly hope, even taking the most unprejudiced view of the Polish mentality, to sit down peacefully at the same table as the Poles to revise those senseless frontiers. Neither did it seem beyond the bounds of possibility that Poland might herself take the initiative one day and set out to solve the frontier question by force. We had gained some experience in this respect since 1918, and in Germany’s years of weakness it had been just as well to be prepared for such a thing. Once Marshal Pilsudski’s voice was silent and certain nationalist circles had gained a decisive influence in Poland, an incursion into East Prussia or Upper Silesia was just as feasible as the Polish raid on Vilna before it. For that contingency, though, our military deliberations had found a political answer. If Poland were proved to be the aggressor and we succeeded in warding off the attack, the Reich might well have an opportunity to get the unhappy frontier question revised on the political rebound.

    W Polsce popularna jest legenda o tym jakoby Piłsudski proponował Francji wojnę przeciw Niemcom po dojściu Hitlera do władzy. Nie tylko że nie ma na to żadnych dowodów, ale wobec całkowitego braku poparcia, i nawet wrogości Anglii (gdzie panowało szerokie przekonanie że Polsce udało się w Wersalu niesprawiedliwie zagarnąć ziemie do których nie miała praw), wobec tego typu akcji, byłaby ona dokładnie tym o czym marzyli dowódcy Reichswehry.

    Oczywiście była zasadnicza różnica pomiędzy sytuacją przed i po dojściu do władzy Hitlera. Po tym ostatnim można już było tylko grać na czas. Wcześniej kompromis z demokratyczna republiką weimarską, szczególnie we wczesnym jej okresie, był osiągalny. Gdyby do takiego kompromisu doszło wzmocniło by to w ogromnym stopniu szanse na utrzymanie się demokracji w Niemczech. Nie ma dowodów ale są pewne podstawy do przypuszczania że Piłsudski był jednym z nielicznych jeśli nie jedynym politykiem który to rozumiał. Patrząc na to z tego kąta można nawet pokusić się o przypuszczenie że być może źle się stało że Zamach Majowy nastąpił dopiero w 1926 roku.

  2. ~zeen pisze:

    Zdradzić taki blog…
    w życiu!

  3. ~maja pisze:

    Nie ustosunkuję się, bo wyznaję relatywizm poznawczy i wolę milczeć, zwłaszcza na wojenne tematy. Zwłaszcza, gdy wojna dotyczyła mojego i sąsiadujących krajów. Tyle teorii się mnoży, że prawdy nie docieczesz ; p
    Ustosunkuję się, że również takiego mejla otrzymałam, i zdziwiłam się bardzo, bo nawet nie pamiętam jak się nazywał. I że miałam tu na blogu blog, też nie kojarzę.

  4. ~PAK pisze:

    @lucretius:
    – zdrada:
    Pozostałbym przy swoim ;) Von Manstein podlega propagandzie nazistowskiej, którzy to naziści potrafili wskazywać na ‚wkręcenie’ Polski w wojnę przez zachodnich aliantów. Podkreślanie takiego listu, mającego podtrzymać polskie morale (bo jest to kłamstwo, ale polityczne, a nie ‚zdradzieckie’), wpisuje się w ten nurt myślenia.
    Można tu zawuażyć, że polskie komunikaty optymizmem za bardzo nie odbiegały…
    Można też wskazać, że wszelkie wstępne plany opierały się na wnioskach z I wojny światowej i liczyły się z oporem Polski przynajmniej do wiosny roku 1940…
    Przy tym wszystkim nie chcę pisać o głębokim poświęceniu się aliantów dla Polski — chodzi mi jedynie o to, że trudno uznawać za zdradę takie działania, jakich racjonalnie można się było wówczas spodziewać, czyli wypowiedzenie wojny i ograniczone działania militarne.

    – sanacja:
    Klęska wrześniowa uwypukliła liczne problemy i brudy rządzących. Było to jasne w roku 1939 i posłużyło do ataku na rządzących, choć niekoniecznie na marszałka Piłsudskiego.
    Można tu zauważyć, że brudy i problemy rządzących istnieją zawsze, ale rzadko się je analizuje — do analiz skłaniają niemal wyłącznie klęski. To ‚sanacja’ rządziła w Polsce roku 1939 (choć w porównaniu do samego marszałka Piłsudskiego, sanacja poddana wpływowi nacjonalistów), to więc sanacji się dostała się krytyka.
    Chętnie podkreślam krytyki II RP, nie dlatego jednak, bym uważał II RP (w tym rządu sanacji), za wyjątkowo nieudane (raczej za przeciętne i na miarę naszych możliwości) — jest to u mnie reakacja na popularny nurt absurdalnej gloryfikacji tego okresu.

    – konsekwencje sukcesu wersalskiego:
    To wszystko bardziej złożone. Nacjonalizm może wyrosnąć bez strat terytorialnych, może też nie wyrastać mimo wielkich zmian. Na pewno Niemcy czuli się skrzywdzeni przez postanowienia wersalskie, na pewno też niemieccy politycy wygrywali te krzywdy. Na pewno też liczyli sie z możliwością polskiej agresji, choć dziś możemy się śmiać z takich scenariuszy wojennych…
    Trudno jednak powiedzieć, że tylko Piłsudski widział, tak jak że tylko on mu się jakoś przeciwstawiał. Z jednej strony należy zauważyć, że z problemu zdawali sobie sprawę Francuzi, którzy próbowali zbudować sojusz państw ‚antyniemieckich’ na wschodzie. To, że nie była to polityka konsekwentna, jak też że napotkała ona na mur egoizmów narodowych, to już nie jest kwestia braku dalekowzroczności twórców porządku wersalskiego.
    Z drugiej strony, danwe ziemie niemieckie były dla II RP bardzo ważne — chodziło, z jednej strony, o ‚okno na świat’ (i możliwość pełnej izolacji, w przypadku odcięcia od Bałtyku); z drugiej o jedyny dostępny przemysł. Także Piłsudski, mimo konfliktów z działaczami niepodległościowymi, choćby z terenu Śląska, przykładał starań, by te tereny Polska zajęła — można tu dostrzec choćby jego wpływ na trzecie powstanie śląskie.
    Gdy von Manstein ‚postuluje’ kupowanie sobie czasu poprzez oddawanie ziem, to absolutnie się z nim nie zgadzam.
    Po pierwsze, mimo budowy COP w oddaleniu o granic (właśnie po to, by służył on na wypadek wojny, jako zaplecze przemysłowe), w Polsce międzywojennej nie dało się zbroić bez Śląska, a importować broni bez Gdyni. Oddanie tych terytoriów przeszkodziłoby jedynie w przygotowaniach obronnych Polski…
    Po drugie, warto pamiętać o dzisiaj trochę zapomnianym wydarzeniu z 15 marca 1939 roku, czyli okupacji Czech i Moraw, gdy to Hitler pokazał, że nie przestrzega zawartych przez siebie umów, a jego działania nie mają charakteru obronnego (choćby obrony mniejszości niemieckiej, czy dbałości o niemieckie terytorium). Politycy w roku 1939 zdawali sobie z tego sprawę (i trudno mi wierzyć, by Manstein nie był w stanie tego zrozumieć, raczej nie chciał, albo poddawał się propagandzie) — to wydarzenie umocniło późniejszych aliantów w przekonaniu o nieuchronności i bliskości wojny, usztywniając politykę wobec Niemiec.

  5. ~lucretius pisze:

    Nie wiem dlaczego uważasz że von Manstein podlega propagandzie nazistowskiej. Pamiętniki pisane były po wojnie i chodziło w nich raczej o usprawiedliwienie samego siebie, ale w zupełnie innych kwestiach. Dotyczyło to trzech spraw: tego że to niekompetencja Hitlera a nie dowództwa Wehrmachtu doprowadziła do klęski, usprawiedliwienia odmowy Mansteina udziału w planach obalenia Hitlera mimo tego że był kilkakrotnie namawiany (sławne rozmowy z von Gersdorffem i von Tresckowem), oraz kwestii tego co Manstein wiedział o Holocauście (według tego co pisze – nic, według tego co wiemy – wystarczająco). Ale Manstein był arystokratą i nigdy nie ukrywał pogardy wobec nazistów – nie ma powodów aby myśleć że w czymkolwiek „podlegał ich propagandzie”. Reprezentował po prostu sposób myślenia kasty wyższych oficerów Reichswehry. Miał oczywiście uprzedzenia wobec Polaków ale były one typowe dla jego klasy i na pewno nie były przejęte od nazistów. W książce próbuje obiektywnie analizować polską strategię i sugeruje co należało zrobić. Wbrew temu co twierdzisz nie ma w niej sugestii że alianci Polskę zdradzili tylko że Polska nie miała racjonalnych powodów aby na nich polegać. Główną jego tezą było że Armia Polska powinna była przyjąć strategię „obrony elastycznej”, starając się za wszelką cenę uniknąć okrążenia. Krytyka Mansteina polskiej strategii jest dokładnie analogiczna jego krytyce strategii Hitlera „bronienia każdego kęska ziemi” – gwałtowne dysputy miedzy Mansteinem i Hitlerem dotyczące tej sprawy były głównym powodem dymisji Mansteina.

    Jak twierdzą autorzy polskiego tłumaczenia, polski sztab rozważał dokładnie taką strategię ale z niej zrezygnował właśnie dlatego że nie ufał sojusznikom. Obawiano się bowiem, nie bezpodstawnie, że oddanie zachodnich ziem bez walki doprowadzi do tego że alianci zmuszą Polskę do zawieszenia broni i uznania nowo powstałych granic za permanentne.

    Jeśli chodzi o inne sprawy to chyba się nie rozumiemy. Nie przeczę że „dawne ziemie niemieckie były dla II RP bardzo ważne ” – twierdzę tylko że w formie „wersalskiej” były one nie do utrzymania. W Niemczech nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy Hitlera, tacy jak na przykład Ewald von Kleist-Schmenzin (warto znać tą postać http://en.wikipedia.org/wiki/Ewald_von_Kleist-Schmenzin , między innymi von Kleist namówił swojego syna aby zgłosił się na ochotnika do samobójczego zamachu na Hitlera) zgadzali się z nim tylko w jednej sprawie, konieczności zmian granic wschodnich. Ale jeszcze ważniejszy jest fakt, który nie wydaje się zbyt dobrze znany w Polsce, że praktycznie nigdzie, czyli ani w Anglii ani we Francji ani w Ameryce nie istniało przekonanie o sprawiedliwości i trwałości tych granic. Nawet Francja, która była głównym „autorem” tych granic zaczęła zmieniać zdanie w połowie lat 20-tych. Nawet wpływowy brytyjski historyk Namier (urodzony w Polsce jako Niemirowski) znany ze swojej wrogości do Niemiec twierdził że Polskie roszczenia historyczne do Pomorza Gdańskiego były bezpodstawne – ale twierdził także że posiadane tzw. Korytarza było dla Polski koniecznością egzystencjalną a dla nie Niemiec jego utrata była tylko drobną niewygodą (wbrew temu co często pisze się w Polsce, Namier wspierał polską pozycję choć uważał polskie argumenty historyczne za absurdalne, nie dużo lepsze niż byłyby angielskie roszczenia do Calais).

    W latach 20-tych Wielka Brytania przygotowała projekt zmian granic – oparty na stworzeniu neutralnego państwa obejmującego nie tylko Gdańsk ale cały korytarz. Oczywiście taki plan nie nadawał się na 20 wiek – nie zostałby przyjęty przez żadną stronę a gdyby nawet został zrealizowany zwiększył by jeszcze wrogość między żyjącymi w tym „neutralnym kraju” narodowościami i oczywiście wspierającymi ich państwami.
    Politycy Republiki Weimarskiej też ofiarowali swoje propozycje, które wydają mi się w Polsce mało znane. Głównym i nie negocjowalnym żądaniem był Gdańsk i połączenie Prus Wschodnich z resztą Niemiec, czyli zniesienie tzw. polskiego korytarza. Ale politycy niemieccy zdawali sobie sprawę że Polska musi uzyskać gwarantowany dostęp do morza (pisze o tym wyraźnie także von Manstein). Były różne propozycje – niektóre kosztem Litwy (co mogło odpowiadać Piłsudskiemu) a niektóre poprzez międzynarodowo gwarantowany dostęp do morza przez Gdańsk albo przez Gdańsk i Szczecin. Poza tym, wiadomo, że np. Stresseman był gotów całkowicie zrezygnować z roszczeń do poznańskiego oraz do większości Górnego Śląska (co akurat raczej pozbawia siły Twój argument o przemyśle). Poza tym wszytko prawie wszytko było negocjowalne: tyle że Polska nigdy nie wyraziła gotowości podjęcia żadnych negocjacji i nie przedstawiła żadnych kontrpropozycji. Kontrpropozycji można było przedstawić wiele: począwszy od ekscentrycznej wymiany Pomorza Gdańskiego na Prusy Wschodnie (co przynajmniej przywróciło by jedność terytorialną Niemiec) do przyjęcia propozycji niemieckich w zamian za ogromne odszkodowania finansowe, które można byłoby wydać na rozwój gospodarki i stworzenie nowoczesnej armii).

    Zresztą najważniejsza jest inna sprawa. Jeśli zgodzimy się że państwo graniczące z dwoma dużo potężniejszymi i wrogimi sąsiadami domagającymi się zmian terytorialnych i którego bezpieczeństwo oparte jest na sojuszu z państwami których rządy i opinia publiczna uważają że w zasadzie wpierają sprawę niesprawiedliwą, nie jest w stanie zachować swoich granic i ryzykuje swoje istnienie to wynika z tego że lepiej jest przyjąć to co jest nieuniknione i starać się jak najwięcej w zamian uzyskać. Zmiany terytorialne na zachodzie zmniejszyły by rozmiar państwa polskiego, byłyby bolesne dla polskiego patriotyzmu i położyły by kres marzeniom o mocarstwowości, ale byłaby szansa na usunięcie niemieckiej wrogości. Republika Weimarka to nie to samo co Niemcy Hitlerowskie ani Rosja Stalinowska, dojście Hitlera do absolutnie nie było nieuniknione, i dodałbym że konflikt graniczny z Polską w ogromnym stopniu się to tego przyczynił – bez niego byłoby to prawie nie możliwe.

    Teraz muszę stwierdzić że zupełnie nie rozumiem Twoich argumentów przeciw stwierdzeniu Mansteina że Polska powinna była „kupić sobie czas” przyjmując żądania Hitlera. Po pierwsze, cokolwiek by się dalej stało nie mogło być gorsze od tego co się stało. To już właściwie powinno wystarczyć. Po drugie, Manstein nie twierdzi że można było ufać Hitlerowi, i jest oczywiste że chodziło mu raczej o kupienie czasu dla sojuszników a nie dla siebie. W ręcz przeciwnie, cały jego argument oparty jest na tym że wojna (z powodu natury Hitlera) i tak była nieunikniona – Polacy powinni byli więc wybrać jak najlepszą pozycję startową. Oznaczało to wycofanie się na wschód, na linię rzek oraz danie Anglii i Francji więcej czasu na przygotowanie się do wojny którą już wtedy zaczęto uważać za nie do uniknięcia. Cytowany przez Ciebie przykład Czech i Moraw świadczy o czymś wręcz przeciwnym niż to co masz na myśli. Wiele rzeczy świadczy o tym że władze polskie a także dowództwo armii obawiało się właśnie tego że wojny nie będzie – że po oddaniu ziem zachodnich (czy przez traktat czy też przez wycofanie się na wschód) Niemcy zrezygnują z dalszej ekspansji a alianci przyjmą nową rzeczywistość. Jeśli założymy że tak nie było (co do tego jestem pewien) i że cele Hitlera pozostałyby nie zmienione to von Manstein wydaje się mieć całkowitą rację – wojna i tak odbyła by się ale szanse Polski byłyby przynajmniej nie gorsze.

    Na koniec kilka słów o Piłsudskim. Nie twierdzę że Piłsudski na pewno zrobiłby coś z tego o czym piszę lub że był jedynym polskim politykiem który zdawał sobie sprawę z fatalnej geopolitycznej sytuacji Polski. Ale był jedynym który miał równocześnie elastyczność myślenia i wyobraźnię pozwalającą na nie szablonowe rozwiązania i autorytet umożliwiający ich realizację. Oczywiście nie mam pewności że gdyby Piłsudski był u władzy we wczesnych latach 20-tych to zareagowałby inaczej nie propozycje niemieckie ale taka możliwość istniała. Poza tym nie wiem o żadnej alternatywie proponowanej przez kogokolwiek innego która nie doprowadziła by prędzej czy później do katastrofy (choć prawie każda katastrofa byłaby mniejszym złem od tego co się stało – o czym nie należy zapominać).

  6. ~PAK pisze:

    @lucretius i uleganie propagandzie:
    Propaganda nie jedno ma imię :) Można nie cenić przywódcy, ale uznać element jego retoryki za oczywistość. I to miałem na myśli twierdząc, że Manstein podlegał propagandzie nazistowskiej.

    @elastyczna obrona:
    Oczywiście, to znana sprawa, mająca jednak w realiach roku 1939 dwie słabości — z jednej strony COP nie został ukończony, z drugiej strony był możliwy ‚wariant czeski’, czyli zajęcie ziem przez Niemców bez interwencji Zachodu. Choćby symbolicznej. I to uznałbym za wariant gorszy, nawet uznając nieuchronność wojny w swojej ostateczności.
    (Można jeszcze dodać, że właściwie wszyscy przeciwnicy III Rzeszy, gdzieś do 1942 roku, mieli problemy z dowodzeniem armiami w walce manewrowej. Szwankowała przede wszystkim łączność. W każdym razie — teoria elastycznej obrony miała pewne zalety, pozwalam sobie jednak wyrazić wątpliwość, czy miała by je także praktyka.)

    @nieuchronność zmian granic:
    Ale zależy ona w znacznej mierze od poczucia chwilowości ładu, oraz przyzwolenia na wojnę. Można zauważyć, że Polska, generalnie rzecz biorąc, potrafiła regulować granice — choćby z Czechosłowacją. Ale tam partnerzy byli równiejsi.

    —-
    Myślę, że się zgadzamy, co do jednego — pomoc Zachodu mogła być dla Polski niewielka. Powodów do tego było wiele — od militarnych, po polityczne i ‚mentalne’. Przy tym polskie dowództwo było nadmiernie optymistyczne. I to też jakiś czynnik rozczarowania…

  7. ~lucretius pisze:

    @Pak i uleganie propagandzie:

    Nie jestem pewien jakiej nazistowskiej propagandzie ulegał von Manstein. Przecież on zgadzał się z większością dowództwa Wehrmachtu że to Hitler dążył do wojny a nie Anglia czy Francja. Na przykład, Franz Halder, szef sztabu w 1939 roku nazywał Hitlera „krwiożerczym wariatem” i zarówno w 1938 jak i 18939 miał przywodzić zamachowi stanu – tyle że przestraszył się sukcesów Hitlera. W 1939 roku Halder powiedział ambasadorowi angielskiemu „musicie mu odrąbać rękę siekierą”. Von Manstein (który był w złych stosunkach z Halderem i w zamachach nie brał udziału) nie myślał wcale inaczej o tym kto był iniciatorem wojny. Kilka cytatów:

    That everyone among us, disquieted by the number of emergencies through which the Fatherland had passed since 1933, wondered where all this would lead, I need hardly say. Our thoughts and private conversations at this time were centred on the signs of the gathering storm on the horizon around us. We realized that Hitler was fanatically resolved to dispose of the very last of the territorial problems Germany had inherited through the Treaty of Versailles. We knew that he had begun negotiations with Poland as far back as autumn 1938 to clear up the whole Polish-German frontier question, though what progress, if any, these negotiations had made we were not told. At the same time we were aware of the British guarantee to Poland. And I can safely say that not one of us in the army was so arrogant, thoughtless or shortsighted as not to recognize the deadly seriousness of the warning that guarantee implied. This factor alone – though it was not the only one – convinced our party in Neuhammer that there would in the end be no war.

    A dalej o polskiej strategii:

    It is difficult to decide the strategic aim of the Polish deployment, unless it was based on a wish to ‚cover everything’ and surrender nothing voluntarily. It was a policy that usually leads to the defeat of the weaker party. Hitler was to have a similar experience only a few years later — without ever learning his lesson from it.

    Now, the difficulty of Poland’s strategic position was really quite obvious, consisting as it did in the inferiority of the Polish forces and the fact that the line of the frontier enabled Germany to attack from two — later even from three – sides at once. So when the Polish High Command still could not resist trying to ‚hold on to everything’, this only went to show how difficult it is to reconcile psychological and political inhibitions with hard military fact.

    For the rest, the Polish General Staff did not possess its own tradition of generalship shaped by long experience. On the one hand the Polish temperament was more disposed towards attack than defence. It is fair to assume that the mind of the Polish soldier was still coloured, at least subconsciously, by romantic notions from bygone days. I am reminded here of a portrait I once saw of Marshal Rydz-Smigly painted against a background of charging Polish cavalry squadrons. On the other hand the newly founded Polish Army was French-taught. This, in view of the fact that French military thought since 1918 had been based on experience of static warfare, could hardly have imbued the Poles with a sense of operational speed and mobility.

    To my mind, the answer to Poland’s problem was perfectly clear. As far as her High Command was concerned, everything must hinge on the Polish Army’s ability to hold out at all costs until an offensive by the Western Powers compelled the Germans to withdraw the mass of their forces from the Polish theatre. Even though the loss of the industrial areas would appear on the face of it to render Poland incapable of fighting a war of any length, the army’s continued existence as a combat force would still have held out the prospect of winning them back. Whatever happened, the Polish Army must not allow itself to be encircled to the west or on both sides of the Vistula.

    No one can argue that any of these measures would have saved Poland from ultimate defeat if- as proved to be the case – she were abandoned to her fate by the West. Nevertheless, they would have saved the Poles being so easily overrun in their frontier areas, as a result of which the Polish High Command was unable either to fight a set battle in the Vistula bend or to withdraw its forces behind the great line of rivers and take up a prepared defence.

    Ja tu nie widzę żadnych wpływów „nazistowskiej propagandy”. Oczywiście Manstein pisał po wojnie, ale wiadomo bardzo dobrze jakie były poglądy i nastroje dowództwa Wehrmachtu w 1939 roku, i nikt nie powątpiewał w szczerość Mansteina w tych sprawach. Jedyną „zdradę” o którą Manstein wspólnie z innymi oskarża aliantów to to że nie przeciwstawiali się stanowczo Hitlerowi i pozwolili stworzyć mit o jego geniuszu. Poza tym von Manstein nawet chwali Polaków w sposób całkiem niezgodny z nazistowską propagandą:

    In order to assess it fairly, however, one must bear in mind what was said in a previous chapter about Poland’s prospects in this war.

    In point of fact the Germans were bound to win this campaign by virtue of their superiority and their infinitely more favourable starting conditions, provided that two stipulations were fulfilled.
    One was that the German command accepted a very high degree of risk in the west in order to have the necessary superiority in the east.
    The other was that the Western Powers did not in any way exploit this risk to render timely aid to the Poles.
    There cannot be any doubt that things might have turned out very differently had the Western Powers taken the offensive in the west at the earliest possible moment. This would, of course, have presupposed the existence of a Polish command with a rather greater sense of reality – a command which, instead of scattering all its resources from the outset in an effort to cling on to what could not be held, would have concentrated its forces at the crucial points and fought systematically for the time needed to confront the Germans with the dilemma of a real war on two fronts. The bravery with which the Polish troops fought right up to the end would have been an adequate guarantee of their ability to hold on until the Allies reached the Rhine and forced the German command seriously to consider calling off the campaign in Poland.

    @Czechosłowacja

    Właśnie to regulowanie granic z Czechosłowacją było, moim zdaniem, najgorszą rzeczą którą można zarzucić sanacji. I nie chodzi mi wcale o to że zajęcie Zaolzia było „niehonorowe”. W 1938 istniała najlepsza szansa powstrzymania Hitlera właśnie dla tego że 1938 roku niemieccy generałowie byli najbardziej zdecydowani go obalić. Można powiedzieć z prawie 100% pewnością że gdyby Chamberlain nie poleciał do Monachium to byłby koniec Hitlera. W przygotowanym zamachu brał udział szef sztabu Halder, dowódca wojskowego rejonu berlińskiego generał von Witzleben i dowódca dywizji poczdamskiej generał hrabia von Brockdorff-Ahlefeldt. Szef sztabu Abwehry Hans Oster dostarczył oddziału komandosów który miał aresztować Hitlera ale jego dowódca Friedrich Wilhelm Heinz ustalił z Osterem że Hitler zostania zastrzelony w szamotaninie. Trudno sobie wyobrazić jak to mogło by się nie powieść – gdyby Halder zdecydował się wydać rozkaz. Wiadomość o Monachium spowodowała odwołanie całego planu.
    Polska oczywiście nie mogła mieć bezpośredniego wpływu na te wydarzenia ale silne wsparcie Czechosłowacji, prawdopodobnie zmusiło by Chamberlaina do dłuższego namysłu.

    Oczywiście to właśnie Monachium uważam za prawdziwą „zdradę”. Chamberlain był wielokrotnie informowany o spiskach przeciw Hitlerowi. Jeszcze raz wspomnę von Kleista i jego misję (z książki Joachima Festa „Plotting Hitler’s Death”):

    Now he traveled to London with an assignment from Ludwig Beck: „Bring me back certain proof that England will fight if Czechoslovakia is attacked, and I will put an end to this regime.” Kleist began his meeting with Vansittart by informing the chief diplomatic adviser that he came „with a rope around his neck.” Everything else he had to say, however, made as little impression as did his later interviews with Lord Lloyd and Winston Churchill. Fully misunderstanding Kleist’s mission, Prime Minister Chamberlain described Kleist and his reactionary friends as nothing more than modern Jacobites hoping to spark a revolution and restore the past with British help, much as the original Jacobites had sought to undo the revolution of 1688 and restore the deposed monarchy with French assistance. Little did Chamberlain realize that the analogy, far from being grounds for objection, pointed to the last chance to save the peace.

  8. ~PAK pisze:

    @uleganie propagandzie:
    Ja bym pozostał przy swoim. Zresztą, jeśli ktoś liczy się ze ‚zbliżającą się burzą’, a jednocześnie czeka na wynik negocjacji? Trochę na negocjujących liczy.
    (Może należałoby potraktować temat szerzej, ale o propagandzie dopiero zaczynam czytać ;) mam więc wyjątkowo niskie mniemanie o swojej wiedzy :) Niższe niż przed lekturą :D )

    @elastyczność polskich planów wojennych:
    Z tą sztywnością i ofensywnością polskich planów, to tak nie do końca. Polska nie miała zgrupowań przygotowanych do ataku, działania (lotnictwa i wojsk lądowych) na terytorium niemieckim można policzyć na palcach jednej ręki.
    Pewna „sztywność” wynikała z celu politycznego, jak to wspominałem wyżej. Rząd był zaniepokojony możliwością ograniczonej ofensywy niemieckiej, takiej zajmującej dawny zabór pruski, ale nie idącej dalej; a co za tym idzie, możliwości przymuszenia Polski do przyjęcia ‚kompromisu’ w takiej postaci, z błogosławieństwem zachodnich aliantów.
    Ale… Polska mimo wszystko liczyła się z realiami. Przynajmniej częściowo. Świetnym przykładem była marynarka wojenna, której najcenniejszą część (dwa nowe niszczyciele) odesłano do Wielkiej Brytanii; pozostawiając jednostki do zaminowania Zatoki Gdańskiej (zrealizowane tylko częściowo, ale to osobna historia) i łodzie podwodne. (Swoją drogą, dowództwo okazało się kosmicznie niedoinformowane i liczyło na możliwość prowadzenia walki z portów neutralnych… Podobnie dowództwo wojsk lądowych liczyło na przedpole rumuńskie, jako na pewną bazę do działań wojennych…)

    @Czechosłowacja:
    Tu pełna zgoda, nawet jeśli przekorna część mnie pragnie zwrócić uwagę na znaczenie Huty Trzyniec dla polskich zbrojeń ;)

  9. ~lucretius pisze:

    Nie wiem czy wiesz że w swoich pamiętnikach („Happy Odyssey”) Adrian Carton de Wiart twierdzi że to on przkonał Śmigłego-Rydza aby wysłać te okręty poza Bałtyk. Carton de Wiart był osobą raczej skromną (w swoich pamiętnikach zupełnie nie wspomina o tym że dostał Victoria Cross a także o tym że miał żonę i córkę…) i miał tak niezwykłą biografię że trudno sobie wyobrazić że akurat w tej sprawie przesadził. De Wiart opisuje jak bezskutecznie usiłował przekonać Rydza że tereny na zachód od Wisły nie nadają się do obrony przed niemieckimi czołgami, szczególnie że po długiej suszy rzeki nie stanowiły już żadnej przeszkody. Ale Rydz twardo trzymał odrzucał wszystkie argumenty. Wtedy:
    „I then tried to persuade him to send his fleet out of the Baltic where they would be trapped, and again I was given the same answer. His attitude of putting heroics before reason seemed to me short-sighted in the extreme, but finally I overcame his objections about the fleet; they succeeded in extricating themsleves from the Baltic and proved of great value afterwards.”

  10. ~lucretius pisze:

    Jeszcze kilka uwag.

    Carton de Wiart, jako szef brytyjskiej misji wojskowej w Polsce rozjaśnia trochę tą kwestię rzekomej “zdrady”. De Wiart był szefem brytyjskiej misji wojskowej w czasie wojny Polsko-Sowieckiej w 1920 roku. Po jej zakończeniu przez 19 lat mieszkał w Polsce (lub dokładniej na Białorusi) na ogromnym zalesionym majątku na Prypeci, który podarował mu Karol Radziwiłł i zajmował się głównie polowaniem na kaczki itp. Po Monachium uznał że powracają „ciekawe czasy” i napisał do szefa sztabu Armii Brytyjskiej z zapytaniem czy nie chcieli by znowu skorzystać z jego usług. De Wiart był generałem ale miał już 59 lat i nie miał jednej ręki i jednego oka. Okazało się armia brytyjska jeszcze nie oczekiwała wojny i de Wiart otrzymał dwuznaczną odpowiedź. Ale w lipcu 1939 The War Office zwróciło się do niego z pytaniem czy nie zechciałby powrócić na swoje dawne stanowisko szefa misji wojskowej w Polsce. De Wiart przyjął ofertę z entuzjazmem. De Wiart opisuje jak pewnego dnia zastrzelił już 60 kszyków (rodzaj ptaka z rodziny bekasowatych) i miał nadzieję osiągnąć setkę kiedy został nagle wezwany do Warszawy. Sir Howard Kennard, ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce, poinformował go o sytuacji. Oczekiwano wojny lada dzień.

    “Hitler was determined on war. He was ready and waiting and nothing was going to stop him, but with his usual fiendish cleverness he had managed to put the blame upon his victim, and so successfully as to dupe our people in Berlin. Our government, so busy with placating Hitler, prevailed on the Poles to delay their mobilisation so that there would be no action that might be interpreted as a provocation.”

    Oczywiście widać tu wyraźnie że Brytyjczycy prawie do końca nie wierzyli że będzie wojna. De Wiart pisze dalej:

    “England could give no help at all, but made matters worse by inflicting on us the perfectly useless, and extremely irritating, leaflet raids that had no physical effect on the Germans and no moral effect on us. We were crying out for bombs, not bits of idealistic paper, and Britian’s efforts in the realm of propaganda were several years too late.”

    Po opuszczeniu Polski przez Rumunię, de Wiart dotarł do Francji.

    “My next stop was Paris. Our military attache took me to lunch at the Ritz where I saw several French friends. They were all equally bitter and disgruntled with Britain for having stuck to her word to declare war on Germany if Poland was invaded. The French, with their usual realism, failed to see why we consented to ally ourselves to the Poles when it was geographically impossible to help them. The French were labouring under the impression that if Britain had not declared war the Poles would not have fought. It was far from the truth, but the French psychologically had no understanding of the Polish mentality, or they would have known that the Poles would have fought for their country if the whole world had opposed them.”

    Po powrocie do Anglii:

    „I went straight to the war office to see general Ironside who head succeeded Lord Gort as C.I.G.S (szef sztabu).
    I was met with the remark: ‘Well! Your Poles haven’t done much.’ I felt that the remark was premature, and replied ‘Let us see what others will do, sir’.
    No one who had not been there could imagine what the Poles where up against. The Germans had prepared for this war for years and it was the world’s first experience of the power of mechanised force used on gigantic scale. “

    “I made several more visits to the War Office to tell them all I could of the campaign and had an interview with Lord Halifax at the Foreign Office. The Prime Minister, Mr. Neville Chamberlain, invited me to dinner with Lord Hankey and Sir John Simon and was most anxious to know the effect of the leaflet raids! My reply did not please him very much.”

    Moim zdaniem to raczej załatwia tą sprawę. Oczywiście o „zdradzie” nie może być mowy (choć gdyby decydujący głos miała Francja to wyglądałoby to inaczej) ale Chamberlain i jego ekipa nadal wypadają fatalnie – i żadne cytowanie Churchilla (który miał różne powody do „bronienia” Chamberlaina – o czym może przy innej okazji) nic tu nie zmieni.

    A przy okazji, nadal nie rozumiem o co ci chodzi w sprawie tej „propagandy”. Piszesz: „Ja bym pozostał przy swoim” ale, moim zdaniem, nigdy nie wyjaśniłeś czym jest to „swoje” przy którym upierasz się pozostać.

  11. ~PAK pisze:

    @Okręty:
    Nie wiedziałem, że to propozycja de Wiarta. Inna rzecz, że PMW była „gotowa” na wojnę z ZSRR, nie z Niemcami. Trudno mi powiedzieć, jak sobie taką wojnę wyobrażano, zamawiając okręty oceaniczne. Wyglądało to na plany działań z portów atlantyckich.

    @obrona na Wiśle:
    Niemożliwa z przyczyn politycznych, choć konsekwencje strategiczne polski sztab generalny rozumiał…

    @ulotkowe naloty:
    Cytowany Tymoteusz Pawłowski pisał o tym sporo wskazując, na obawy o zachowanie prawa międzynarodowego. (Sam niezupełnie się tu zgadzam, bo skoro wiele działań Niemców da się pod prawo międzynarodowe podciągnąć, to i zrzucanie ulotek dałoby się…)
    Generalnie rzecz biorąc uważa się je za nieszczęśliwe — także dla załóg ryzykowanie życia dla zrzucania papieru nie było przekonujące.

    @Francja:
    Postawy Francji też bym zdradą nie nazwał. To zresztą bardziej wieloznaczne. Francuzi orientowali się w znaczeniu możliwie wczesnej wojny z Niemcami, ale wyraźnie nie czuli się do podjęcia działań zbrojnych bez wsparcia silnego sojusznika. Raczej brak determinacji, za co zresztą Francja zapłaciła okupacją…

    @przygotowanie Polski i Niemiec do wojny:
    To głównie kwestia różnicy potencjałów gospodarczych. Bo to Polska wydawała w dwudziestuleciu wojennym więcej (procentowo) na utrzymanie armii.

    @propaganda:
    Goebbels miał twierdzić, że dobrze funkcjonująca propaganda otacza poddanego jej oddziaływaniu, tak że sobie nie zdaje on z tego sprawy. Upieram się więc, że Manstein podlegał działaniu propagandy, nawet jeśli zachowywał niechętny stosunek do Hitlera.

  12. ~MerryJ pisze:

    pochwalić należy zdecydowanie autora i komentujących, dużo się ciekawego dowiedziałem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS