Uwaga — łatwo powiedzieć

Dodano 10/08/2013, w Bez kategorii, cytat, przez autor

Podstawowym celem propagandy jest nakłonienie cię, abyś polubił nadawcę i zgodził się z treścią jego komunikatu. Jeżeli zatem łapiesz się na tym, że lubisz nadawcę i zgadzasz się z nim, może być to znak, że — wbrew temu, co sądziłeś — komunikat wcale nie był prawdą, lecz po prostu bardzo skuteczną propagandą.

Chcielibyśmy zasugerować dwa zestawy pytań, oparte na teoriach przedstawionych w ostatnich dwóch rozdziałach, służące odróżnianiu propagandy od uczciwej i przemyślanej perswazji.

Po pierwsze, czy komunikat pobudza do namysłu nad poruszanymi problemami? A może zniechęca do myślenia i gra na przesądach? [...]

Po drugie, w jaki sposób nadawca komunikatu posługuje się emocjami? Absurdem byłoby sądzić, że możemy reagować na bieżące wydarzenia w sposób wolny od emocji. Nasz świat byłby smutny, gdyby niesprawiedliwość nie budziła w nas gniewu, ból innych ludzi — smutku, a nasze własne osiągnięcia — dumy. Wszystko zależy od sposobu w jaki doznajemy tych uczuć. [...] Kiedy propagandysta bez skrupułów gra na naszym poczuciu niepewności, wykorzystuje nasze najgłębsze lęki albo oferuje złudną nadzieję — namysł i dociekanie ustają. [...] Celem staje się udowodnienie za wszelką cenę własnej wyższości i racji. Stajemy się zależni od tych, którzy wspierają naszą maskaradę. Nasze emocje biorą górę nad zdolnościami krytycznymi.

Anthony Pratkanis, Elliot Aronson, Wiek propagandy. Używanie i nadużywanie perswazji na co dzień, tłum. Józef Radzicki, Marcin Szuster, red. nauk. Krystyna Skarżyńska, PWN, 2008

Wszystko to słuszne, sprawiedliwe i warte przypomnienia. Ale praktyka jest trudna. „Granie na przesądach”? Przecież z punktu widzenia akceptującego przesądy, to byłaby „bardzo przekonująca argumentacja”. „Granie na emocjach”? Przecież mamy to samo — chłodno analizować grę na emocjach można, jeśli to nie są nasze emocje. A jeśli nasze, to przecież chodzi o „słuszny gniew” (bądź dumę, bądź lęk, bądź… lista jest długa).

PS.
Wpis „wisi” od tygodnia nieopublikowany… Podstępna robota propagandystów, czy co? :)

 

13 Responses to Uwaga — łatwo powiedzieć

  1. ~Michał pisze:

    Witaj Przemo!
    Dobra propaganda jest połową sukcesu, jak mawiali starzy agitatorzy.
    No i ch…, odpowie Zakapior Bieszczadzki.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

  2. ~PAK pisze:

    Propaganda jest nieśmiertelna :P Zmienia tylko nazwy. Sama nazwa miała się wywodzić od propagowania wiary (Congregatio de Propaganda Fidei z 1622) i szybko podzielić się znaczeniowo. Bo skoro ‚propagandę’ uprawiali katolicy, to w krajach katolickich była ona ‚dobra’, a w protestanckich ‚zła’. Ale to tylko nazwa.
    Słowo powszechnie się skompromitowało dzięki totalitaryzmom XX wieku, które go używały. Co nie znaczy, że propaganda zniknęła — teraz mamy piar, reklamę i różne formy kreowania wizerunku. Nazywa się inaczej, ale służy temu samemu — wpłynięciu na odbiorcę.

  3. ~lucretius pisze:

    „Podstawowym celem propagandy jest nakłonienie cię, abyś polubił nadawcę i zgodził się z treścią jego komunikatu. ”
    Jeśli tylko tak zdefiniować propagandę to okaże się że wszyscy ją uprawiamy bo wszyscy (lub prawie wszyscy) staramy się przekonać innych o naszej racji i skłonić ich aby nas polubili…

    Moim zadaniem „propaganda” jest poprawnie nazwana tylko wtedy jeśli „propagandysta” sam zdaje sobie sprawę że nie przekazuje prawdy lub całej prawdy. Proste kłamanie jest zresztą stosunkowo mało skuteczną formą propagandy. Bardziej efektywne jest przekazywanie informacji prawdziwych ale tylko częściowych – stąd propaganda zazwyczaj idzie ramię z cenzurą (i tym różni się od reklamy).

    Najsubtelniejsza forma propagandy opiera się na wybranych wypowiedziach (a także artykułach, książkach, filmach itd) „strony przeciwnej”. Oczywiście „subtelna propaganda” nadaje się tylko do manipulowania „subtelnymi”. Dla mało subtelnych wystarczy „bezczelne kłamstwo”. Część z nich weźmie je za dobrą monetę a część uzna że „prawda leży po środku”. Co w tym wypadku też będzie sukcesem propagandysty.

  4. ~PAK pisze:

    @lucretius:
    1) Określenie:
    Zgodzę się, że jest zbyt ogólne. Ma jednak jedną wielką zaletę — zwraca uwagę na fakt, że propaganda odwołuje się głównie do emocji, nie do rozumu.

    2) Ale nie zawężałbym słowa ‚propaganda’ zwłaszcza w cytowanym fragmencie ;) Ma on charakter nauki samoobrony, a bronić powinniśmy się nie tylko przed świadomą manipulacją, ale także nieświadomą. Z punktu widzenia manipulowanego nie robi to przecież większej różnicy. A ‚propagandowych’ argumentów używa się czasem intuicyjnie, bez większej refleksji.

    3) O subtelności propagandy poczytam, ale myślę że to pewne uproszczenie. Widzisz propagandę, jako jedynie szkołę manipulacji politycznej, gdzie są jakieś strony, gdzie można zmanipulować przekaz. Owszem, tak bywa, ale autorzy pokazali parę przykładów IMHO subtelniejszych. Na przykład dobór postaci w programach telewizyjnych. O ile z czymś się nie stykasz osobiście, to właśnie przez telewizję wyrabiasz sobie zdanie. Jeśli więc uczeni w telewizji to zwykle wyrafinowani przestępcy ;) to problem przestępczości wśród uczonych może być potraktowany jako poważny problem kryminalny przez widzów. A statystyka pokazuje, że uczeni są przestępcami niezwykle rzadko.
    (I można zauważyć, że tu nie ma celowej propagandy — po prostu, uczony-przestępca daje ogromne możliwości wykazania się kreatywnością scenarzyście. Ale celowe, czy nie celowe, to jest subtelne.)

  5. ~lucretius pisze:

    Problem jest w tym że ta definicja prowadzi do absurdu… Wyobraź sobie takie rozważanie: „Ta Pani jest bardzo miła, ale pewnie tylko dla tego że chce żebym ją polubił. Więc to tylko manipulacja bo przecież próbuje wpływać na moje emocje a nie rozum…”.

    Przecież samo pojęcie „lubić” odnosi się do emocji – nie lubimy nikogo z rozsądku. Ale czy z tego wynika że nie należy nikogo i nic lubić bo w ten sposób poddajemy się propagandzie? Poza tym „lubienie” to nie jest tylko jeden taki przypadek bo w języku który używamy na co dzień jest pełno słów o zabarwieniu emocjonalnym. Można je znaleźć nawet w artykułach naukowych. Bez nich brzmiały by one tak jak Wikipedia, na której zresztą pomimo drętwo „neutralnego”języka można znaleźć pełno „propagandy”.

    Dlatego też uważam że autor w pierwszym zdaniu nadużywa słowa „propaganda”, choć zaraz potem wspomina o „prawdzie”. I tu, jak już wspominałem, leży sedno rzeczy. Samo apelowanie do emocji (choćby chęć uzyskania sympatii) nie jest koniecznie propagandą chyba że ma to służyć pewnemu celowi. Nie da się więc rozpoznać propagandy bez poruszenia kwestii zarówno prawdziwości przekazywanej informacji jak i intencji przekazującego (a więc moim zdaniem twierdzenie że ktoś może uprawiać propagandę nieświadomie ma sens tylko wtedy kiedy ta osoba jest sama manipulowana przez kogoś kto robi to całkiem świadomie).

  6. ~a cappella pisze:

    Muszę powiedzieć, że na mnie perswazja białego na ciemnoniebieskim wcale ale to wcale nie odzdziaływuje… :( Nawet nie zaczyna, i to niezależnie jak lubię. Im tekst dłuższy, tym bardziej nie zaczyna… Choć próbuję…

  7. ~Torlin pisze:

    A mnie w tym wszystkim nie podoba się wyraz „propaganda”. Ja doskonale wiem, że ma on trzy znaczenia (skopiowałem ze SJP):
    1. «szerzenie jakichś poglądów, haseł politycznych itp. mające na celu pozyskanie zwolenników»
    2. «technika sterowania poglądami i zachowaniami ludzi polegająca na celowym, natarczywym, połączonym z manipulacją oddziaływaniu na zbiorowość»
    3. «specjalna komórka, zespół ludzi realizujący takie cele; też: tekst, wystąpienie, film itp. realizujące takie cele»
    I Ty piszesz PAK-u o punkcie drugim, ale mnie się wydaje, że to znaczenie tego wyrazu zanika Już nikt tak nie mówi. Słowo „propaganda” ma we współczesnej polszczyźnie znaczenie tylko z pkt. pierwszego.

  8. ~lucretius pisze:

    W języku angielskim niewątpliwe dominuje znacznie 2. Za Wikipedią:

    Propaganda is a form of communication aimed towards influencing the attitude of the community toward some cause or position by presenting only one side of an argument. Propaganda statements may be partly false and partly true. Propaganda is usually repeated and dispersed over a wide variety of media in order to create the chosen result in audience attitudes.

    To jest w zasadzie o czym pisałem powyżej. Jeśli przyjmiemy znaczenie 1. to wszystko wygląda inaczej. „Propaganda” przyjmuje znaczenie podobne do „retoryki”:

    Rhetoric is the art of discourse, an art that aims to improve the capability of writers or speakers that attempt to inform, persuade, or motivate particular audiences in specific situations.

    Temat sam w sobie ciekawy ale raczej z innej beczki.

  9. ~PAK pisze:

    @Torlinie,
    autorom słowo propaganda pasuje do tytułu książki, a ten do zdefiniowania istotnej kwestii w naszym życiu społecznym. Sami jednak krążą między kilku określeniami, obok propagandy pisząc o technikach wpływu i manipulacji.

    @Lucretiusie,
    z tą ‚sympatią’ to nie takie banalne — najczęściej techniki wpływu do emocji się odwołują. I gdy piszesz o emocjach w relacjach międzyludzkich, to też jest coś takiego, jak ocena ich szczerości. I dokonujemy tego często podświadomie.
    Co do definicji pierwszej i drugiej — a jak wprowadzić rozróżnienie, zwłaszcza z punktu widzenia ‚świadomego konsumenta propagandy’? Bo między reklamą pasty do zębów, a propagandą totalitarnej partii jest raczej różnica dostępnych środków, niż samych metod. I choć akurat między pasta, a partią totalitarną jest to różnica bardzo duża, to generalnie samo przejście jest płynne. I jeśli autorów interesuje pokazanie technik wpływu, nie jest to różnica istotna.

    @A cappella:
    Białe na niebieskim nie…? To może coś innego?

  10. ~lucretius pisze:

    Ale nie chodzi tylko o relacje między ludzkie. To pojawia się kiedykolwiek zaangażowene są ludzkie emocje – czyli praktycznie zawsze. Różnica pomiędzy „udaną prezentacją” i propagandą oparta jest na zachowaniu podstawowej uczciwości w pierwszym ale nie w drugim wypadku.
    Wyobraź sobie takie taki przykład. Naukowiec jest przekonany że odkrył zjawisko które stanowi poważne zagrożenie dla ludzkości, o ile nie podjęta zostanie bardzo kosztowna akcja zapobiegawcza. Wśród innych naukowców poglądy są podzielone. Nasz naukowiec apeluje do rządu i społeczeństwa. Przedstawia swoje najsilniejsze argumenty. Do tego miejsca nie ma jeszcze „propagandy”. Ale naukowiec obawia się że te sprawy są zbyt skomplikowane dla laików, i że choć dla niego jego argumenty są bardziej przekonywające niż argumenty przeciwników to podejrzewa że w debacie publicznej może przegrać. Więc pomija lub zniekształca argumenty przeciwne, lub stara się zdyskredytować ich autorów.

    To nie jest jakaś fantazja ale bardzo dziś powszechna rzeczywistość. I to dużo bardziej zasługuje na miano „propagandy” niż reklama o której wiadomo że jest reklamą.
    Jeśli chodzi o reklamę to moim zdaniem ona propagandą nie jest, jeśli jest jasne dla każdego że ma do czynienia z reklamą. Przypomina mi się historia którą opowiada Feynman „What do you care what other people think” w związku z dochodzeniem w sprawie przyczyn katastrofy Space Shuttle Challenger. NASA próbowała ukryć prawdziwe powody katastrofy. Feynman był członkiem komisji prowadzącej dochodzenie. Był w niej także generał Kutyna, który zgadł prawdziwą przyczyna ale chciał żeby to Feynman and nie on ją „odkrył”. Kiedy Feynman był gotów opublikować swoją opinię wysłano Kutynę (ponieważ wiadome było że Kutyna i Feynman byli zaprzyjaźnieni) żeby mu to „wyperswadować”. Kutyna zaczął tak. „Dzień dobry panie Profesorze. Chciałem Panu powiedzieć że, moim zdaniem, idzie Panu świetnie. Ale kazano mi Panu wyperswadować Pańską konkluzję, więc teraz podam Panu wszystkie argumenty przeciw.”
    W wyniku tego Feynman nieco zmienił ostateczny „report” ale oczywiście nie w sprawie zasadniczej.
    To co Kutna przedstawił Feynmanowi można uznać za „reklamę” ale nie „propagandę”.

    • ~a cappella pisze:

      O, jak ładnie, jak przejrzyście! Od razu chce się człowiekowi namyślić i zamyślić!
      Naprawdę! :)

      Jeszcze tylko zaznaczyć, że się nie jest spameremmmm… ;)

    • ~PAK pisze:

      Autorzy w podtytule mówią o perswazji. A perswazja jest wszechobecna. Jest w referacie ‚pierwszego uczonego’, w reklamie, w propagandzie. Jest też w dyskusjach pod i na blogu ;) To, czy coś jest propagandą ma drugorzędne znaczenie. (Można zauważyć, że podkreślono słowo ‚propaganda’, nie tylko dlatego, że to lepiej brzmi dla polskiego czytelnika*, ale też jako formę perswazji-zachęty do zakupu książki.)

      Twierdzisz, że reklama nie jest propagandą, gdy wiemy, że jest reklamą. Może Cię zdziwię, ale autorzy zajmują się podobnym problemem — czy forma perswazji przestaje oddziaływać, gdy wiemy, że zostajemy poddani perswazji? Okazuje się, że niezupełnie. A raczej — że głównie w samoocenie odbiorców, którzy uważają, że potrafią to rozróżnić i nie się przeciwstawić, a przynajmniej potraktować z dystansem.

      Co, oczywiście, nie znaczy, że nie ma wpływu. Wręcz duży wpływ ma ocena wiarygodności źródła przekazu. Stwierdzenie, że to reklama znacząco obniża wiarygodność. Generalnie — jeśli odbiorca jest przekonany, że nadawca w danej informacji ma swój interes, jest o wiele bardziej krytyczny wobec tej informacji. (Można tu zauważyć, że to też tłumaczy, dlaczego przekonujący jest zarzut interesowności drugiej strony sporu.) I odwrotnie — traktuje z większą powagą stwierdzenia, które uważa za niezwiązane, bądź sprzeczne z interesem drugiej strony. (Przykład: przestępca, który zachęca do zaostrzenia kar.) Twoja uwaga o powoływaniu się na zdanie przeciwników, jako wyjątkowo przekonujące też jest przypadkiem tej metody.


      *) Zapomniałem sprawdzić, jak to jest w oryginale…

  11. ~http://www.naprawiamy-laptopy.pl pisze:

    Super blog. Pozdrawiam. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS