Człowiek człowiekowi Mengelem

Dodano 22/05/2017, w Bez kategorii, przez autor

Kiedy lekarze z projektu Manhattan na wszelki wypadek wstrzyknęli osiemnastu pacjentom pluton, a pięciu podali polon (bez ich wiedzy i zgody), tym pierwszym w Oak Ridge i Rochester, tym drugim w San Francisco pod kierunkiem Hamiltona, te ogólnie zdrowie, „normalne” osoby przeżyły. Liczba białych i czerwonych krwinek drastycznie spadła, a pluton gromadził się w ich organizmach jeszcze skuteczniej niż w ciałach szczurów i myszy, ale nie umarli, co było optymistyczną wiadomością. Naukowcy zmierzyli napromieniowanie moczu i kału, ale nie zanotowali, jak badani się czuli z pięćdziesięcioma mikrogramami plutonu-239 we krwi albo osiemnastoma i pół mikrokura polonu w układzie pokarmowym. W eksperymencie tym nie chodziło o ustalenie objawów ani metod leczenia. Naukowcy chcieli się dowiedzieć, jak zmierzyć pochłoniętą dawkę na podstawie analizy moczu i kału. Było to „medyczno-prawne” pytanie badawcze służące do oszacowania ekspozycji, a tym samym wysokości ewentualnych odszkodowań. Członkowie rodzin wspomnianych dwudziestu trzech osób relacjonowali, że dokuczały im intensywny ból, osłabienie, depresja i różne inne dolegliwości, ale przeżyły („prawie zupełnie normalny osobnik” — chwalił się Hamilton stanem swojego „materiału eksperymentalnego”, malarza pokojowego Alberta Stevensa), co samo w sobie stanowiło triumf medycyny.

Kate Brown, Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne, tłum. Tomasz Bieroń, Czarne, 2016

 

7 Responses to Człowiek człowiekowi Mengelem

  1. ~Michał pisze:

    Witaj PAK.
    Gdy czytam o takich eksperymentach na ludziach, to mnie ciarki przechodzą. Nie przemawia do mnie slogan, że to dla dobra nauki.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

  2. ~PAK pisze:

    @Michał:
    Książka ma być mocna. I w sumie jest, choć przeczytałem dotąd tylko początek.
    „Dobro nauki?” Z jednej strony musieli ustalić szkodliwość promieniowania (słabo ją jeszcze znali), z drugiej strony od takich nielegalnych i w sumie zbrodniczych badań bardziej by im się przydała wymiana informacji. Autorka wskazuje, że właściwie z cząstkowych raportów można było się wiele dowiedzieć, ale grupy zajmujące się tematem nie wymieniały się nimi (lądowały utajnione u kierownictwa projektu), co sprawiało, że wiele osób nie zdawało sobie sprawy z niebezpieczeństw. Wiele, nie znaczy wszyscy — powraca obrazek, gdy wyżej postawieni pracownicy unikali spotkań z tymi na dole hierarchii, lepiej zdając sobie sprawę z tego, że pracują w niebezpiecznym środowisku.

  3. ~Accurate pisze:

    Co do eksperymentów na ludziach to nie jestem do końca przekonana o ich słuszności. Osobiście nie zgodziłabym się aby przeprowadzono na mnie eksperyment tym bardziej wstrzykując mi coś. Warto jednak szukać ludzi którzy dla „dobra nauki” poddadzą się esperymentom. jest wielu smiałków którzy już mają za sobą etap w którym to przysłuzyli się „dobru nauki” itrzeba oddac im co ich.

  4. ~pak pisze:

    @Accurate:
    Jestem akurat absolutnie przekonany o niesłuszności. Rozpoczęto badania bez informowania badanych, badania w ogóle nie miały na celu określenia leczenia (a tylko ludzką wytrzymałość), a na dodatek zarządzono je bez analizy, jak się ma sprawa w przypadku zwierząt (już odpisałem Michałowi, że wystarczające, by poznać szkodliwość, były inne badania, ale nie wykorzystano tych informacji).
    Zanim sięgnąłem po Plutopię słyszałem wymianę zdań między znajomymi. Dyskutowali na temat tego, czyje postępowanie bardziej ich zaszokowało i oburzyło — USA, czy ZSRR. Można się tu licytować.

    PS.
    Dalej pojawia się kwestia uruchomienia „Anuszki”, pierwszego reaktora w ZSRR. Pojawiły się uszkodzenia, które w pośpiechu naprawiano nabawiając się większych dawek promieniowania niż wówczas dopuszczalne (a normy były wyższe niż dziś i kwestie bezpieczeństwa bardziej lekceważono). Sam Kurczatow też brał w tym udział, mimo że przynajmniej on zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwie. Więc dobrowolne oddanie dla sprawy też się pojawiało (w końcu akurat on nie musiał).

  5. ~niznikowska pisze:

    Uważam, że eksperymenty na człowieku są potrzebne ale tylko na ochotnikach lub ludziach, którym już nie można pomóc (choroba, bliskość zgonu) a którzy chcą przyczynić się nauce i rozwojowi medycyny. Szczerze mówiąc to pewnie dzieki ludziom poddającym się eksperymentom mamy pewne leki i postep w niektórych gałeziach medycyny.

  6. ~pak pisze:

    Oczywiście, że czasem trzeba eksperymentować także na ludziach. Tyle, że:
    – eksperymentuje się po to, by ludziom pomóc, a nie zaszkodzić;
    – ludzie są ostatnim ogniwem w ciągu poszukiwania rozwiązań; ajpierw pracuje się teoretycznie, potem na zwierzętach, a dopiero gdy te testy wypadną obiecująco na ludziach (dobrowolnie się zgłaszających);
    – wyniki powinny być publicznie dostępne (chodzi o niepowtarzanie niebezpiecznych (bo nadal mogą być niebezpieczne) eksperymentów).
    W cytowanym przypadku żaden z tych warunków nie został spełniony.

Odpowiedz na „~a cappellaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS